PoliTycoon

Poza polityczną ortodoksją

Mini link do artykułu

Media w wolnym społeczeństwie lub kontrola myśli w demokracji, czyli Orwell 2.0

Autor: 
PoliTycoon
Publikacja: 
2016/01/12
Orwell - wolność prasy

Wolność myśli i słowa w demokracji pociąga za sobą konieczności stworzenia bardzo wyrafinowanego mechanizmu w celu zakucia w kajdany opinii publicznej. W systemie totalitarnym nie specjalnie ważne jest to co ludzie myślą, ważne jest to co robią, a posłuszeństwo jest wymuszane siłą. W demokracji pojawia się problem, myśli mogą prowadzić do działań, głos ludu staje się słyszalny, a poprawnego zachowania nie można wyegzekwować siłą. Dlatego rządzące elity, idąc z postępem, muszą zastąpić kontrolę zachowania kontrolą umysłu, gwarancje poprawności zachowania ma stanowić poprawność myśli. To co ludzie są w stanie zrobić przestaje mieć znaczenie, istotne jest to co ludzie są w stanie pomyśleć1.

Obraz totalitarnej dystopii - społeczeństwa, w którym poprawność myśli jest wymuszana siłą  - spopularyzował Orwell w „Folwarku zwierzęcym” oraz  „Roku 1984”. Jednak mało znany jest, niewydrukowany za życia autora, wstęp Orwella do „Folwarku zwierzęcego”, w którym opisuje jak poprawność myśli jest uzyskiwana w wolnym społeczeństwie.

  • 1. Zob. Milan Rai, Chomsky's Politics, 1995, s. 34 tłum. PoliTycoon

Ortodoksja – nikt nie puszcza zakazanych piosenek

Orwell tak oto pisze o współczesnych sobie wolnych mediach.

Niepopularne idee mogą być wyciszane, niewygodne fakty pomijane, bez konieczności wprowadzania jakiegokolwiek oficjalnego cenzora. Przez cały czas istnieje ortodoksja, czyli zbiór idei, które z założenia są akceptowane bezkrytycznie przez wszystkich rozsądnych ludzi. Nie jest zabronione mówienie tego, tamtego czy owego, co poza tą ortodoksję wykracza, ale jest społecznym nietaktem o tym wspominać. (...) A każdy kto wykracza poza panującą ortodoksję zostaje wyciszony z zaskakującą skutecznością2.

Smutna konstatacja z tego wstępu wydaje się nie tracić na aktualności, podobnie jak diagnoza takiego stanu rzeczy dokonana przez jej autora. Orwell dopatruje się przyczyn w scentralizowaniu prasy, dzisiaj powiemy ogólniej mediów,  w rękach bogatych osób, dzisiaj powiemy korporacji, które mają wszelkie motywy do nieuczciwości w pewnych ważnych tematach.

Reklamodawca nasz Pan, widownia jest produktem

Do tego samego wniosku dochodzą Noam Chomsky i Edward Herman.

Współczesne wolne media to duże korporacje, które są powiązane, a nierzadko są własnością, innych większych korporacji. Podobnie jak wszystkie inne korporacje sprzedają one swoje produkty (czytelników i widzów) na rynku (reklamodawcy). Ogólnokrajowe media sprzedają reklamodawcom dostęp do widowni uprzywilejowanej (elity, odbiorcy klasy premium - dop. PoliTycoon), co pozwala im wynegocjować lepsze stawki za reklamę3.

Według Chomsky’ego naturalną konsekwencją tej interakcji, w której jedne korporacje sprzedają dostęp do widowni innym korporacjom, wynikiem działania sił wolnego rynku, jest taki opis rzeczywistości, taka interpretacja świata, która jest odzwierciedleniem interesów i potrzeb sprzedającego, kupującego i produktu. Chomsky zauważa, że nie jest to zaskakujący wniosek, zaskakującym by było, gdyby było inaczej.

Widownia jest dla mediów ważna nie dlatego, że stanowi ona bazę subskrybentów, którzy utrzymują tytuł na rynku. Widownia jest ważna ponieważ stawki za reklamę, które może naliczyć wydawca, są wprost proporcjonalne do ilości i jakości tej widowni. Jakość mierzy się w sile nabywczej danego segmentu odbiorców.

Chomsky zauważa:

Media ogólnokrajowe zwykle mają służyć elitom i kształtować ich opinie. Elity z jednej strony są idealnym targetem dla reklamy a z drugiej odgrywają kluczową rolę w procesach podejmowania decyzji w sektorach prywatnym i publicznym. Jeżeli media te nie będą przedstawiały akceptowalnego realistycznego obrazu świata nie będą spełniały oczekiwań swoich odbiorców (czytelników, widzów, słuchaczy - dop. PoliTycoon).4    

  • 3. Edward S. Herman, Noam Chomsky, Manufacturing Constent, s. 303, tłum. PoliTycoon
  • 4. Tamże

Rola mediów wynikająca z definicji demokracji

Demokracja jest z definicji systemem, w którym obywatele sprawują władzę bezpośrednio lub za pomocą przedstawicieli. Warunkiem koniecznym do poprawnego funkcjonowania systemu jest zapewnieniu obywatelom istotnej kontroli nad procesami politycznymi. Żeby ta kontrola miała miejsce, koniecznym jest aby społeczeństwo miało swobodny dostęp do istotnych informacji i szerokiego spektrum opinii. Rolą mediów jest zapewnić ten dostęp a konstytucyjne zapisy5 zapewniające wolność prasy i innych środków społecznego przekazu, mają stanowić gwarancję, że tak w istocie będzie. Wywiązywanie się mediów ze swojej roli jest warunkiem sine qua non istnienia i prawidłowego funkcjonowania ustroju demokratycznego.

To, że taka powinna być rola mediów w wolnym społeczeństwie wydaję się równie naturalne i oczywiste jak wyartykułowany już wcześniej wniosek, że zasady wolnego rynku mają wpływ na treści publikowane w mediach. Pojawia się więc pytanie: czy możliwe jest aby media podlegające zasadom wolnego rynku dostarczały obiektywnie istotnych informacji i szerokiego spektrum opinii? W tym pytaniu jest jednak ukryta teza, że przedstawiony powyżej pogląd na media i ich rolę jest poglądem powszechnie panującym wśród tych, którzy te media kontrolują, czyli korporacji i elit rządzących.

  • 5. Por. Konstytucja RP art 14

Co myślą elity? Teoria, czyli jasna strona mocy

Chomsky uważa, że pogląd przeciwstawny, do tego który implikuje demokracja, jest poglądem dominującym wśród elit rządzących. Jego źródła sięgają rewolucji angielskiej z XVII w. a jego współczesna wersja wybrzmiewa w poglądach Reinholda Niebhura, który pisze tak:

Racjonalność jest cechą spokojnych obserwatorów, jednak głupota przeciętnych ludzi powoduje, że kierują się oni nie rozumem, lecz wiarą, a naiwna wiara wymaga niezbędnych iluzji i emocjonalnie przekonujących nadmiernych uproszczeń dostarczanych przez twórcę mitów w celu utrzymania kierunku (myśli - dop. mój. S.K.) zwykłych ludzi6.

Podobny ton odnajdziemy we wpisie dotyczącym propagandy w Encyclopaedia of Social Sciences (Encyklopedia Nauk Społecznych). Autor wpisu Harold Lasswell przestrzega przed uleganiem

„demokratycznemu dogmatyzmowi głoszącemu, że ludzie najlepiej są w stanie osądzić co leży w ich interesie”7.

Nie są; najlepszymi sędziami są elity, które muszą, w związku z tym, mieć zapewniony sposób narzucania swojej woli społeczeństwu, dla wspólnego dobra. Kiedy umowa społeczna odbiera elitom możliwość siłowego narzucania swojej woli, koniecznym jest, z powodu ignorancji i przesądności tłumu,  zwrócić się ku

„nowej technice kontroli, głównie przez propagandę”7.

Idea jest prosta. Nie pozwala się trzylatkowi przechodzić samodzielnie przez ulicę i podobnie nie pozwala się zwykłym ludziom podejmować własnych decyzji.

Propaganda w tym kontekście nie powinna mieć negatywnego zabarwienia, jest neutralna jak młotek, może być wykorzystana w dobrym lub złym celu. Ponieważ, wg głoszących te poglądy, z definicji ludzie są dobrzy to i propaganda będzie wykorzystana w dobrym celu. Dlatego wręcz moralnym obowiązkiem jest jej użyć, ponieważ tylko tak można uchronić, nieświadome i głupie, masy od ich własnych błędów.

Krótko.  Wszystko co robią elity, robią w trosce o dobro społeczeństwa.

Co myślą elity? Praktyka, czyli ciemna strona mocy

Można by tu poprzestać na cytacie z klasyka „Koń jaki jest, każdy widzi”. Ewentualnie dodatkowo wzmocnić go cytując słowa Lorda Actona, który stwierdził że „każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie”. Nie w tym jednak rzecz, by dyskutować o tym czy elity są dobre czy złe. Czy wszystko co robią, robią w trosce o dobro społeczeństwa. Czy też wszystko co robią, robią w trosce o dobro swoje własne.

Chodzi o to, że narzędzie neutralne może być wykorzystane w złym celu. W przypadku mediów oznaczałoby to wykorzystanie ich do wdrażania i obrony ekonomicznych, społecznych i politycznych interesów pewnych sektorów, korporacji i uprzywilejowanych grup, które zdominowały społeczeństwo. W związku z powyższym ryzykiem nie można w dyskusji rozwiązań zapewniających wolności mediów założyć, że Ci, którzy te media kontrolują, nie mają złych intencji tj. takich aby je wykorzystać przede wszystkim do ochrony i promowania własnych interesów. Jeżeli ktoś się przy takim założeniu upiera to na nim spoczywa ciężar dowodu w tej sprawie.

Czy wszystkie drogi prowadzą do Rzymu?

Dobry znajomy komentując, paręnaście lat temu, stan naszej infrastruktury drogowej powiedział, że u nas (tj. na wschód od Wisły) wszystkie drogi prowadzą w buraki.

Smutne to ale wydaje się, że podobnie sprawa ma się z mediami. Postawione wcześniej pytanie o to czy możliwe jest aby media podlegające zasadom wolnego rynku dostarczały obiektywnie istotnych informacji i szerokiego spektrum opinii, wydaje się beznadziejne. Im większy jest wydawca prywatny tym bardziej podlega prawom wolnego rynku i bardziej narażony jest na korporacyjne naciski a w ostateczności w możliwe jest przejęcie niepokornych8.

Wydaje się, że nadzieja w  wolnych i niezależnych dziennikarzach, którzy pokonają to co w ocenie Orwella jest największym wrogiem dziennikarza. Za takiego uważa on intelektualne tchórzostwo, które sprawia ,że wydawcy wiją się aby uniknąć publikacji pewnych tematów, których waga uzasadniałaby druk w czołówkach gazet, w obawie przed reakcją opinii publicznej na poruszenie tematu, co do którego istnieje powszechna milcząca zgoda, że jest politycznie niepoprawny i jest społecznym nietaktem go dyskutować.9

Kończę cytatem z Orwella

„Dziennikarstwo to drukowanie tego czego ktoś inny nie chce widzieć w druku: cała reszta to public relations.”

 

Licencja Creative Commons

Tan artykuł (Media w wolnym społeczeństwie lub kontrola myśli w demokracji, czyli Orwell 2.0) autorstwa PoliTycoon jest darmowy w sensie Open Source. Kopiowanie, rozpowszechnianie, przedruk i publikacja w jakiejkolwiek formie (również elektronicznej) do celów komercyjnych i prywatnych, bez zgody autora serwisu, dozwolone a nawet wskazane na licencji Creative Commons za wskazaniem autora: PoliTycoon i źródła: www.politycoon.pl.